M – Eine Stadt sucht einen Mörder
reż|dir Fritz Lang | DE | 1931 | 117 min
prod|pro Seymour Nebenzal scen|wr Thea von Harbou, Fritz Lang zdj|ph Fritz Arno Wagner muz|mus Edvard Grieg mon|ed Paul Falkenberg ob|cast Peter Lorre, Ellen Widman, Inge Landgut, Otto Wernicke, Theodor Loos, Gustaf Gründgens, Friedrich Gnass, Fritz Odemar, Paul Kemp
W 1930 roku Fritz Lang zapowiedział realizację filmu „Mordercy są wśród nas” – o mordercy dzieci. W roli głównej obsadził Petera Lorre, znanego dotąd z ról komediowych. W trakcie realizacji uznał, że bardziej adekwatny byłby tytuł „M”. Później dorobiono do tego legendę, że zrobił to z obawy przed nazistami, zyskującymi na popularności. Ich ideologia była zaraźliwa: do NSDAP wstąpiła nawet żona Langa, Thea von Harbou, współautorka scenariusza. Wkrótce potem małżonkowie się rozstali. Zresztą, hitlerowcy po objęciu rządów zdjęli „M – mordercę” z ekranów w lipcu 1934 roku i zamknęli w archiwum. Dlaczego pierwszy film dźwiękowy Langa trafił na półki? Wbrew pozorom nie dlatego, że reżyser był Żydem (mimo to pochodzenia zachwycony dziełem Goebbels proponował Langowi stanowisko szefa kinematografii). Poszło o obraz niemieckiego społeczeństwa, utrwalony na ekranie – zbiorowości, która zaczyna reagować na najbardziej odrażającą zbrodnię dopiero wtedy, kiedy zbrodnicza działalność zagraża jej interesom.
Lorre gra Hansa Beckerta, który morduje małe dziewczynki. Przez długi czas pozostaje nieuchwytny, miasto paraliżuje strach, a policja jest bezsilna. Wreszcie znajduje się sposób: berlińska policja paraliżuje działalność innych przestępców – życie z występku będzie możliwe dopiero wówczas, kiedy Beckert trafi w ręce sprawiedliwości. Z jednej strony Lang buduje wzorcowy, na poły dokumentalny thriller, z drugiej pokazuje jak aktywizuje się świat przestępczy: sposobu, w jaki morderca dzieci zostaje rozpoznany i naznaczony, mógłby pozazdrościć Alfred Hitchcock. Nie mniej sugestywny jest wizerunek zbrodniarza, który niesie w sobie brzemię popełnianych czynów („Czy wiecie, co to znaczy być takim jak ja?”). Film w chwili premiery robił ogromne wrażenie. Rozpoznawany na ulicy Lorre wielokrotnie był utożsamiany ze swoim bohaterem i ściągany przez przechodniów. Lang, który twierdził, że nakręcił „M – mordercę”, by uczulić matki na niebezpieczeństwa grożące ich dzieciom, w rzeczywistości cenił film za społeczny krytycyzm, umieszczając go wśród swych ulubionych. Pisarz Graham Green, zajmujący się także krytyką filmową, chwalił reżysera za trafność socjologicznej obserwacji, zaś filmowcy dziękowali Langowi za nowatorskie zastosowanie komentarza z offu.
WSPÓŁORGANIZATOR | Arttech Cinema




ZNAJDŹ NAS